Mateusz był człowiekiem, przy którym człowiek czuł spokój. Był dobry, skromny i niezwykle odpowiedzialny. Nigdy nie zabiegał o uznanie ani o to, żeby być w centrum uwagi.
Miał niezwykły dar jednoczenia ludzi. Nie szukał rozgłosu. Po prostu robił swoje. Pomagał, organizował, wspierał i zarażał innych swoim spokojem, życzliwością oraz poczuciem humoru.
Nie pamiętam sytuacji, w której powiedziałby: „nie dam rady”, „nie mam czasu” czy „to niemożliwe”. Nigdy na nic nie narzekał. Zawsze uśmiechnięty.
Był człowiekiem wielu pasji, ale tym, co najbardziej wyróżniało Go spośród innych, była Jego niezwykła wrażliwość na drugiego człowieka.
Kim był dla mnie? To chyba najtrudniejsze pytanie. Był częścią rodziny SANITAS-u. Człowiekiem, na którego zawsze można było liczyć. Nie musiałam pytać dwa razy ani niczego tłumaczyć. Kiedy tylko wchodziłam do Jego biura, odwracał się w fotelu i z uśmiechem pytał: „Nooo, co tam Ania?”
Jego odejście pozostawiło ogromną pustkę, ale jednocześnie uświadomiło mi, jak wielu ludzi połączył i ilu osobom pozostawił po sobie piękne wspomnienia. Myślę, że największym szczęściem człowieka jest pozostawić po sobie dobro i ludzi, którzy będą nieść je dalej. Mateusz pozostawił go bardzo wiele. A najpiękniejszym świadectwem tego dobra jest miłość, która trwa do dziś – w sercach ludzi, którzy Go kochali, a najpiękniej w sercu Jego żony.
Mateusz był jednym z tych ludzi, o których nie mówi się, że pomagają innym. Oni po prostu tak żyją. Dla Niego pomaganie było czymś naturalnym.
Anna Nowakowska